|
W wieku lat dwunastu zbuntowałem się i odmówiłem chodzenia do kościoła. W rok później musiałem mieszkać w klasztorze, to ci dopiero! Wkrótce wyrzucony.
W porządku, po maturze pracowałem jako elektryk i radiotechnik, studiowałem dalej filozofię (głównie po to, aby się wymigać od służby wojskowej) i przedsiębrałem wielkie podróże, by poznać ruchy i sens Uniwersum... Około trzydziestki, już na Zachodzie, spotkała mnie nauka Zen.
Potem zacząłem malować, robiąc to z Za-zen i jogą. Czytając Nowy Testament, Upanishady, Tao i Sutry, studiując współczesną fizykę i tybetański mistycyzm, żeby tak powiedzieć, stawałem się, jakoś, religijny.
|
|
Przyśniło mi się nocą, że w zimnym deszczowym poranku leżałem w gliniankach i płakałem z rozpaczy. Była obok szosa i na niej głośne motocykle, a ścieżką po lewej galopowało konno paru rzymskich wojowników.., czułem, że leci symultanka, różne czasy razem i na raz, ale mogłem tylko krzyczeć, szlochać, wić się z bólu jak glista przydeptana na błotnistej ziemi..,
ponieważ tam, z dala od tutaj, oni właśnie krzyżowali ukochanego brata, mistrza, całą moją miłość..,
a ja nie mogłem nic więcej niż wyć w terrorze i bólu... |
|
Ostatni obraz w tej serii jest zatem o Jezusie. Resztki okruchów w słoikach. Zdrapywałem z palety farby i czyściłem ją pracowicie, aby zdobyć cały dostępny "materiał".
A kiedy obraz wysechł i powędrował na ścianę, widziałem w zarysie głowy wiele twarzy i różnych ludzkich sylwetek.
Widzisz to w takim małym foto? okruchy barwnie tańczą na bieli i uwalniają przestrzeń dla fantazji.
Dlatego też tytuł:
|