BYĆ SOBĄ I BYĆ KAŻDYM

Jerzy Górzański

 
poezja
1.

Pierwsza książka Wiesława Sadurskiego 'Pod okiem zegara' będzie przedmiotem tych impresji, 'spostrzeżeń z natury', a nie uwag krytycznych, czy też wyczerpujących eksplikacji.
Gdy czyta się wiersze, zawarte w tym tomie, uderza jedno: Sadurski nie opisuje świata, dla niego wiersz jest pretekstem do stwarzania świata. Stąd to ciągłe stwarzanie świata ma wymowę nie tyle 'konstrukcji' ile 'zapisu', który pragnie zastąpić świat w jego najbardziej płynnym, ciągle formującym się na nowo stanie. Ktoś powie, że 'konstrukcja' a 'zapis' to jedno i to samo, i że wiersze Sadurskiego są 'doskonale' skonstruowane. Otóż 'konstrukcja', wydaje mi się, jest czymś gotowym, jest 'formą monumentalną', określoną odpowiednią cezurą, czymś, co zgłasza pretensje do stałości. Natomiast 'zapis', odarty z wszelkich 'wartości wersyfikacyjnych', staje się magmą przejmującego tworzenia się, to element ruchu, który pragnie wyrazić świat, jakby poza granicami 'wiersza'. Bowiem nie istnieje dzisiaj taki wiersz współczesny, który mógłby sobie sprostać jedynie w ramach 'konstrukcji'. Potrzeba ciągłości wiersza jest tym wyrazem świata, którego pełnia biologiczna domaga się rozwiązań urzeczywistniających. A więc kształt formujący się pod okiem czasu, a nie sztywny zarys wieży, na której wygasło ostatnie echo hejnału. Praktyka wierszy Sadurskiego jest tego najlepszym potwierdzeniem.

2.
Dramat współczesnego poety zaczyna się w punkcie, gdzie rezygnuje on z 'przeżycia' samego siebie, na korzyść 'przeżycia' jakby bezosobistego, na poły abstrakcyjnego choćby to były ledwie intencje 'przeżycia', skierowanego w stronę ludzkich perypetii). Bo 'przeżyć' samego siebie, to dla poety 'przeżyć' nowy ład, nowy porządek wewnętrzny w obrębie ściśle kontrolowanym przez własne wizje, wrażliwości, lęki oraz obcości. Jeśli natomiast chce się 'przeżyć' wszystko to, co szlachetne i ludzkie, co zewnętrznie da się zamknąć w system współrzędnych, w nowy alfabet nazwań ostatecznych, i rezygnuje się świadomie z własnej autonomii, wtedy zaczyna się popis akrobatyczny. Zamiast liryki płynącej z krwi, otrzymujemy opis zewnetrzny ciała, przez który widać zarys jakiegoś niezidentyfikowanego krwiobiegu. Zamiast temperatury natężonego pulsowania - macamy chłodną skórę epoki. Choć taka skóra bywa łupem najcenniejszym, ale zwykle wisi w przedpokoju. Obrachunek liryczny z własną, 'osobistą' formą jest dla współczesnego poety sprawą najważniejszą.
3.

Książka Sadurskiego wydaje mi się być z pogranicza dwóch postaw: jest przykładem na 'lirykę samą dla siebie', a z drugiej strony, próbuje być 'liryką dla innych', bardziej szlachetnych celów. Z jednej strony:

kto płacze - w moim głosie?
jakie małe dziecko
w nim zamieszkało, i drapieżną rączką
za krtań mą chwyta, że aż czuję głód?

a z drugiej:

przepaści, wirze wchłaniający, osi widnokręgów,
przepaści
eksplodująca
pod ciśnieniem idei
ludzi, wyrwanych z naturalnych obiegów
mocą swych pragnień,
ludzi oślepionych
pierwszą eksplozją,
stojących twarz w twarz
ze źródłem swych przemian,
lecz już oślepionych,

przepaści!
tobie dedykuję świat

Te antynomie określają charakter poezji lirycznej, która nie chce się zgodzić na żaden z zaproponowanych modeli. Nieuchwytność wszelkich powiązań ze światem przeżyć 'absolutnych' wykreśla nowy typ liryczny, nowy gest liryczny. Są one, co prawda, nieśmiałe w poezji Sadurskiego, ale tworzą wyznaczniki, a więc to, co stwarza, zamiast podziału, nową jakość liryczną.

4.

Poeta chce być pierwszy w liryce, stąd skłonność poezji dzisiejszej do zasłaniania sobą widoku na świat. A to nie dowód lekceważenia świata, to tylko rola dramatyczna w nowym układzie stosunków między narodzinami a życiem. Słynny monolog Hamleta (Być albo nie być...) jest rewelacją ze względu na to, że eodząc się w świadomości czlowieka, natychmiast, na gorąco, kształtuje jego stosunek do życia, do świata przeżywanego.
Sadurski swój monolog liryczny 'absolutyzuje', nadaje mu życie w kształcie już przekraczającym narodziny. Jeśli istnienie jakiś początek dla przeżyć, to trzeba przyjąć na siebie to przekleństwo pierwszego przeżycia, trywialnego i koszmarnego, w formie bezosobistej, nieartykułowanej. Prawdziwe przeżycia dla Sadurskiego zaczynają się pośrodku, gdzieś w nieoczekiwanym miejscu, gdzie spoczywa głowa ofiary - człowieka naszpikowanego słownictwem i pojęciami 'piskląt liryki na użytek domowy'. A jeżeli tak nie jest, to:

o, nie narodzoną w tych miejscach pokocham
i będę dla niej śmiertelnie tonącym
w tarczach zegarów, niegodnym spojrzenia,
pokonanym, zgubionym w codziennych ulicach

5.

Sadurski stwarza świat, aby być sobą, myśli też o tym, żeby być każdym, a więc światem, miłością, nadzieją. Jest pierwszym w swojej liryce i zarazem ostatnim. Jest to dramatyczne przepychanie się, manifest witalnego związku z własną naturą, która chce triumfować w chaosie.

6.

Podobno Gauguin, aby usprawiedliwić swoją pracowicie wystudiowaną 'dekoracyjność', zbudował taką oto formułę:

Sztuka dla sztuki. Czemu nie?
Sztuka dla życia. Czemu nie?
Sztuka dla przyjemności. Czemu nie?
Coż to szkodzi, dopóki jest sztuką?

I 'uciekł na morza Południowe', jak pisze Herbert Read, z którego zaczerpnąłem ową formułę, też raczej w celach dekoracyjnych. Pomysł z ucieczką nie jest nowy, posiada starannie spreparowany rejestr osobników, którzy po wyczerpaniu wszelkich możliwych pytań, dodajmy: wyraźnie tendencyjnych, po zaopatrzeniu się w wodę do picia, draskę oraz Biblię, wsiadali na okręty, które wyrzucały ich na upragnione lądy, gdzie przepych barw, zapachów, cała zmysłowość egzotyki, to wszystko pierwotne i niezniszczalne (a jeśli zniszczalne to w sposób bardziej lokalny, 'naturalny'), stwarzało pretekst do nowych pytań, na które nigdy nie dostawali odpowiedzi. Odpowiedzi na pytania stawiane tu i tam, i jeszcze gdzie indziej - w czasie i przestrzeni, w ruchu i zamieraniu - zawarte są w tym, co nazywa się: stwarzaniem siebie pod pozorem stwarzania rzeczy koniecznych. Mit Wielkiej Ucieczki, Wielkiej Podróży, Wielkiej Przygody, jest na tyle mitem uniwersalnym, że zawiera w sobie największe antynomie, największe bunty i największe pokory. Wszyscy są gotowi do nowych pytań, nowych szaleństw. Taka jest konieczność tego mitu. Niby bogactwo doświadczenia, które ukryte jest na tamtych Wyspach Sczęśliwych. Niby ruch i przemoc wiatrów, dmących w żagle zdobywców. A w gruncie rzeczy mrówcza praca w dobrze ogrodzonym mrowisku. Pozór manewru, a właściwie przyczajone, uporczywe deformowanie własnego ogródka. Dynamiczny powiew kształtów zamorskich i statyczne uwielbienie swojskich progów. A więc stwarzać siebie, to także: stwarzać stosunek do przeżyć niezaznanych, a więc do czegoś, co jest jedynie obietnicą porządku poza granicami własnego ja. Pisze Sadurski:

gdzie więc będę zupełny?
gdzie jest moje życie?
na jakich piaskach kwitnie?
w jakich grzęźnie błotach?
kto jego gwiazdy pod powieką nosi
i sączy w obce wyciągnięte dłonie?

Stosunek Sadurskiego do 'przeżyć niezaznanych' wyraża się w zawieszeniu lirycznym, w tym, co można nazwać 'bezradnością uniwersalną'.

7.

Każdy krok współczesnego poety to antynomia. Dzisiaj jeszcze szastanie się między przygodą w rozmiarach apokalipsy a codziennością w rozmiarach antycznych. Jutro:

krwi na dłoniach nie widać, wszystko zapomniane,
wiek nam pomaga, życie coraz szybsze,
dzisiaj zabijam, jutro kocham róże,
kupię ogród za miastem

Na szczęście Sadurski nie tworzy liryki kierunkowej, a więc takiej, która by miała jednego, jedynego adresata. Adresatem jego liryki jest wszystko to, co z całą agresywnością atakuje jego wrażliwość. Jest to liryka totalna pod presją totalnej natury świata.

8.

Jest w tym zbiorze jeden erotyk - 'Ona mnie bawi...'. Kobieta w liryce porzechodziła różne koleje, różne jej proponowano łoża, inne zgoła transcendencje. Leśmian chciał jej dać 'niebyt', 'nieistnienie', Gałczyński parę rękawiczek na zimę, Grochowiak nieogrzewaną kuchnię. A z bliższych nam Jerzyna - garnek gliniany, fragmenty staroegipskiej kultury sakralnej, ostatni grzebień i kilka innych przedmiotów wątpliwej jakości. Sadurski daje jej pożyczoną kołdrę. Ale kołdra nie jest jego, więc lekceważy kołdrę. Jest w tym erotyku 'przemoc pożądania', posiadania, czysto fizyczny akt zgody na przeżycie. Nareszcie ktoś potraktował kobietę nie jak atmosferę dla przeżyć, ale jak coś, co jest brutalnym zaprzeczeniem atmosfery, przeżyciem w stanie fizycznym, bezwstydnie nagim, bliższym naszemu spojrzeniu na kobietę. Ktoś zdjął nam z ramion chłopca, który malował pokój na błękitno dla naszej miłości.

9.

Ten i ów może się oburzyć, że nie mówię: 'to jest złe', albo: 'to jest dobre' w poezji Sadurskiego. Wydaje mi się to chwytem zbyt łatwym. Oczywiście można klepać po ramieniu, albo kopać poniżej pasa asekuracyjnego. Ale po co?
Jeśli doznałem autentycznego wzruszenia, czytając te wiersze, to dlatego, że one mnie odświeżyły, na swój sposób odnowiły. Zarzuty, które mógłbym z łatwościa sformułować (dotyczyłyby raczej spraw językowych, czy pewnych wadliwych sformułowań, czyli nieitotnych), stałyby się pożywką dla szczególnego rodzaju ludzi, których określić można mianem: 'skautów w różnych przejawach świadomości zbiorowej'. Ze wszystkich stron strzelają różni pajace z niebotycznych dział wątku tradycjonalnego. Różni dowcipnisie, pamiętających męskie zbratanie śkamandrytów, którzy mają krewnych za granicą, i wiedzą jak to się robi, wyprzedają całą swoją fortunę po to, żeby ze słowa 'poeta wspołczesny' wymodelować, wypitrasić słowo 'pętakv, 'niezrozumialec', 'hochsztapler' itp. Nie będę im ułatwiał życia, niechaj bankrutują z kretesem. Wydaje mi się, że w tym świecie ktoś mylnie założył, że zrozumienie czegokolwiek daje prawo do 'boskoci', do puszenia się i pomiatania 'niezrozumialstwem'. Temu też nie będę ułatwiał zadania. Któregoś dnia dotknie głową do zadka i wtedy nic z tego nie pojmie, gdyż nawet to 'najbliższe' wyda mu się 'najdalszym'. Ten ukłon przed samym sobą w bolesnym skręcie zrozumienia za wszelką cenę. Tyle niezrozumiałego w tym świecie: kosmos, fizyka atomowa, cybernetyka, polityka światowa, natura ludzka. A oni nie rozumieją wiersza nowoczesnego, nie dorośli! Ale to nie z tego się bierze. To smutny fakt, temu narodowi wszystko chciano ułatwiać, wykładać na talerz, podsuwać przetrawioną papkę. I wszystko się w kupie 'ułatwiło', w stadzie 'uprościło'. Pozostało lenistwo umysłowe i umiłowanie tradycji.

10.

Jeśli z kolei ja trochę się oburzam, to tylko dlatego, że sytuacja 'współczesnego poety' w świecie jest dowodem, że musi powstać wreszcie poezja, która nie będzie tylko bawiła i rozczulała, ale taka, która będzie zmieniała i modyfikowała mentalność i sposób odczuwania narodu, wychowanego na Wieszczach, Sienkiewiczu i Słonimskim. Dla dobra Sadurskiego i innych.

 

JERZY GÓRZAŃSKI
_________________

Współczesność 1967


Wróć do strony POEZJA.