
|
||
|
gdy pierwszy raz otworzyłam swe oczy |
|
|
![]() |
|
kiedyś byłem chłopcem bawiącym się piłką |
![]() |
![]() |
|
| przed wyjściem z domu sprawdzam dokładnie czy wyłączone są światło i gaz czy nie ma gdzieś tlącego się niedopałka jako dziecko przechodziłem chorobę zakaźną długo byłem w szpitalu którejś nocy podszedłem do okna horyzont wypełniała migotliwa łuna płonęło warszawskie getto patrzyłem tak każdej nocy wtedy miałem to za piękny widok a teraz kiedy wiem że piękno i brzydota to ludzkie wykręty zaglądam nawet do kosza na śmiecie czy nie zaprószył się gdzieś ogień nie chciałbym aby to się powtórzyło |
![]() |
![]() |
postanowiłem że nie będzie wojny! będziemy mordować tylko zwierzęta truć tylko naturę nie siebie nawzajem uważam że każdy człowiek nawet zwykły urzędnik jak ja ma prawo zdychać w pokoju! |
| nigdy ci nie zapomnę jak ukrzyżowałeś Jezusa przez twoje przemówienia modlitwy piosenki słyszę chrapliwy oddech człowieka widzę skrwawione spocone i wciaż jeszcze drgające ciało nie moją sprawą jest potępiać wybaczać nie wierzę w twoje dobro i zło jednego ci wszakże nie zapomnę tego co wszędzie widzę: nieśmiertelne załganie udawanie wieczne nie nigdy ci nie zapomnę jak krzyżujesz Jezusa |
| rodzę się w miejscu gdzie spotykają się ręce i narzędzia pracy indywidualne istnienie i świat kolory formy prosty jak oddech skomplikowany jak oddychający nie bardziej zrozumiały niż malunek na ścianie jaskini moją jedyną tajemnicą jest tajemnica istnienia mam na imię Obraz |
![]() |
bez celu świeci słońce porusza się wiatr beztrosko kręci się ziemia mijają dnie nic tu do rozumienia wystarczy widzieć i kochać to Jedno |
śmieję się! co mam robić kiedy na ciebie patrzę? twoja miłość jeździ na koniu ze złota twoja tęcza jedwabna popatrz tylko na siebie kiedy zamykasz drzwi spójrz na te solidne zamki! ja pewnie zwariowałem ale wolę ubóstwo kiedy nie ma się nic człowiek jest bliżej prawdy a prawda tutaj to ból głód poniżenie i rozpacz pożyj! sama się przekonasz! |
![]() |
jeszcze pół wieku temu byłam niewiarygodnie wprost młoda niezwykle piękna nigdy nie sypiałam sama dzisiaj życie to jedna długa noc tylko śmierć przychodzi do mojego łóżka opowiada o ludziach których zapomniałam zagląda mi w oczy albo parzącą dłonią sprawdza puls porusza przecząco głową pozwala oddychać przez tę noc i może przez parę innych potem odchodzi do sąsiadki sporo nas tutaj w tym domu starców nikt ze mną nie rozmawia tylko pani śmierć |
![]() |
różo jesteś wolna tak! jesteś wolna bez imion nie płacz i nie mdlej że cię łamią w mojej miłości przeżywasz wszystko czym byłaś i czym będziesz raduj się! słonko świeci masz jeszcze parę dni wraz ze mną |
| nie rozpoznaję własnej twarzy i nie wiem skąd przychodzę jestem z pobliża: wiatr i orzeł nazywają mnie bratem przebyłem czas widziałem z pierwszego brzegu: ludzie noszą w sobie oswojone bestie a formy wcale nie są czym się być wydają tu wszędzie widzę Ciebie grzeje mnie Twój blask jak delikatnie prześwieca przez płatki jaśminu czuwające obok przez oczy kobiety gdy staje się ze mną to wibracja początku migotanie iskier chłód nocy stąpanie niepodległe z nikąd do nikąd wszechmogący płomień |
![]() |
![]() |
jakbym miał trochę forsy kupiłbym sobie Nowy York a tak? nowy dzień przynosi stare świństwa żyć nie umiem umrzeć się boję stać mnie najwyżej na bilet do kina |
![]() |
noce i dnie księżyce i gwiazdy co łączy jedno z drugim? mnie z tobą? kroplę rosy ze słońcem? co to właściwie jest? |
![]() |
wczoraj miałam szesnaście lat dziś pada śnieg i jest tak wietrznie gwiazdy są niewidoczne chce mi się tylko płakać |
kiedyś byłem samotny dziś mój przyjaciel ma na imię Nóż kiedyś miałem nawet matkę i ojca ale zastanów się zanim popatrzysz mi w oczy krew jest logiczna mój przyjaciel mógłby pomyśleć że czegoś chcesz! |
![]() |
| byliśmy dziećmi betonu zbieraliśmy się przy trzepaku rzucaliśmy kamieniami o ścianę albo w siebie nawzajem moja matka jak mnie czasami spotka mówi że dostałam w nos krew się lała kiedy się było dzieckiem! ale gdyby moja córka była chłopcem nigdy bym mu nie kupiła pistoleta ani karabinka bo to byłoby jakbym go zabiła |
![]() |
![]() |
wiem tyle co nic w nieskończenie potężnej powolnej przemianie świat spogląda na siebie moimi oczami |
| ja to tęsknota śnieg padający na morze naprawdę ważne jest tylko nieznane |
a na tym zakręcie stał stary bunkier pod rozwalonym murem znajdował się tunel który mógł dokądś prowadzić ale były tam tylko stare śmierdzące szczynami deski tyle mogę powiedzieć na temat poszukiwania |
![]() |
| co sprawia że o świcie zaczynam pisać ten wiersz? że wierzę w światło i łatwo bywam szczęśliwy ponieważ jest słońce kamień brat? to sprawia śmierć która jest przy mnie nie pozwala przejmować się śmiercią bliskiego człowieka zrównuje wszystkie hierarchie każe być tu i teraz dzięki swej czuwającej nieobecności nie dopuszcza do żadnych pomyłek czyni mnie równym gruszy każe robić co chcę wszystko jest nieistotne i nasączone blaskiem idę z istnienia w istnienie mogę być wilkiem lub trzciną |
![]() |
po prostu nie jestem podłączony do prawa powszechnego ciążenia a oni mówią że wariat i mają świętą rację! nikogo wszak nie zabiłem nikogo nie okłamałem nikomu nie uwierzyłem pozwalam się zapylać pszczołom z jesiennych lasów robię skrzypce w głowie mam to co nad głową słoneczko - panie! panowie! |
| nie mogę śmiać się ani płakać rozdarło się niebo na strzępy zwiedzałem obóz koncentracyjny był tam barak pełen dziecinnych bucików wtedy płakałem nie wiem jakby ci to powiedzieć pojąłem że moje łzy bluźnią i jeszcze że mnie także zabito jako małego chłopca nie śmieję się nie płaczę gdziekolwiek idę depcę po śladach dziecinnych bucików niebo się zabliźniło jak długo można tak żyć? |
![]() |
urodziłam się jako zwykła dziewczyna potem wyszłam za mąż za męża a z tego gadania o wojnie to nic dobrego! oni gadają a mięso drożeje! |
| jestem cieniem mojego ducha żyję w świecie cieni ludzie odwracają oczy od światła z lęku a także by móc się wzajem widzieć ludzi rozpoznaję po chłodzie który od nich wieje ja jestem ślepy światło pozwoliło się ujrzeć było podobne największym marzeniom których nie można nawet sformułować może ja bredzę ale to światło nie było przede mną ani za mną ani na zewnątrz ani wewnątrz a teraz gdziekolwiek idę wiem że to nie jest ta droga |
![]() |
oto osiągam coś doniosłego słonecznik wyrasta mi z ucha! teraz on będzie wodził moją głową za słońcem ja wreszcie mogę odpocząć |
![]() |
![]() |
lipowe drzewa szumią w wietrze lipca tutaj kochałam i byłam kochana moja droga nieznana gdyż to ja nią jestem ja to nieznane to już jest w tym wietrze |
|
czym jest mi malowanie? czasem radością czasem tęsknotą czasem cierpieniem czasem natchnieniem czasem odrzuceniem czasem przywołaniem czasem modlitwą czasem wściekłością czasem jest czasem i drogą poza |
nie wiem skąd wyruszyłem dokąd zmierzam pełnia księżyca mnie oświeca |
![]() |
| to wprost niewiarygodne lecz w miarę upływu lat coraz więcej pamiętam nie dalej jak wczoraj wróciły do mnie z powrotem te chwile kiedy nie miałam jeszcze żadnego imienia wtedy kolory były znakami niewidzialnego a dźwięki promieniowały tym co niesłyszalne czuję że wracam do źródła gdy tak rozmyślam o tym czego nie ma i powiadam ci młody przyjacielu dziwna jest moja pewność! że przejdę przez umieranie nie zamykając oczu |
![]() |
urodziłem się nad wielką rzeką patrzę na ludzi jak na płynącą wodę czasem czysta czasem brudna czy to oznacza coś jeszcze czy może tylko tak jest? |
miałem zamek na szklanej górze teraz mam zamek z wyłamanych drzwi glina go podniósł z podłogi aby za mną rzucić weź go! się przyda! będziesz mógł się zamknąć gdy znów ci przyjdzie do łba truć o demokracji |
![]() |
czasami myślę że sąd ostateczny już się odbył dokonał się podział na potępionych i potępiających i wszyscy zostali zesłani na ziemię na żywot wieczny aż do przebudzenia czasami już nie mam na to wszystko siły ale nie mogę umrzeć! jeszcze się nie narodziłem! moja aura jest z płatków sadzy ale nie mogę się zgubić! jeszcze się nie odnalazłem! czasami z żadną twarzą nie jest mi do twarzy watpię w prawomocność wyroku |
![]() |
nigdy w życiu nie widziałam ojca zresztą matka mówi że zapłodnił ją szczur wcale nie wierzę jest pewnie zazdrosna o mężczyzn których miewam tylu ilu na to stać doprawdy nie pojmuję że też im się chce tyle we mnie pompować nie to nie kometa to ktoś wyrzucił peta przez okno |
![]() |
coś się kończy zdawało mi się że śpiewam lecz był to wewnętrzny krwotok trzeba mi parę groszy na piwo i na następne może strzelisz kolejkę albo powiesz jak żyć? |
|
nocy daj mi ufność a z ciemnością łaskę oświeć mnie o poranku dokądkolwiek idę |
| mówię językiem znanym od miliardoleci jest to język przemiany znają go małe dzieci plaże gwiazdy zwierzęta cokolwiek żywego mówią do mnie i mówię do nich jesteśmy tu od zawsze mamy sporo czasu nie mamy natomiast spraw sekretnych granic więzień zaszczytów nadziei nieczułości śmierci wiemy właściwie to samo i jesteśmy razem sobą i tym co przez nas mówi ach tak! tym zwłaszcza od miliardoleci |
![]() |
długo krążyłem dziś nocą w ulicach pasłem swoją wewnętrzną świnię na wstrząsającym betonie daleki od rzeczy najprostszych które czynią człowiekiem: stóg siana zapach ogniska trawa po której można iść boso zbrukany śmieciami zachodniej cywilizacji z czym? chyba tylko z betonem mam tu coś wspólnego |
| nocy styczniowa pobłogosław mój wysiłek spraw aby stał się bezinteresowny i przyniósł pokój oto uwalniam się od wizji poglądów porzucam przyjaciół wyobraźnię i rozum nocy styczniowa śniegu wietrze bądźcie moją rodziną unieście wagę braterstwa gdzie więc jestem zwrócony ze swą niespokojną pełnią? z czym się witam co żegnam? czy jestem? |
![]() |
chcesz coś wiedzieć to proszę pytaj wiatru w polu ja nie muszę już gadać wystarczy że jestem |
|
oświecony przez błyskawicę |
|
nie |
![]() |
podobny do ciebie jak brzoza do sosny zdarza się wiosną piszę słowa bowiem coś mnie przepełnia? albo czegoś mi brak? brak nadmiar dwie szale tej samej wagi albo jak wdech i wydech wtedy błogosławiona jest ziemia błogosławione niebo szeroko |
| zdążę ci to powiedzieć? zaraz mnie może tutaj nie być chciałbym być zrozumiały! granice klasy bogactwa i nędza to wszystko pozór! czy nie dbam o przyszłość świata? rakiety atomowe? pokój wieczny? o sprawiedliwość społeczną? mówię ci poważnie: nie podtrzymuję w istnieniu żadnego policjanta żołnierza i ani jeden punkt ani jednego regulaminu mnie nie dotyczy a wszystkie twoje troski dyskusje walki i poglądy - mielenie mąki! nie mówię tak przeciw tobie prawie ci zazdroszczę! masz tyle czasu na wszystko a ja jestem skazany na śmierć zawsze mam wrażenie że to już przedostatnie słowo ostatnia sekunda nic dziwnego że wydaję się śmieszny gdyby to miała być ostatnia godzina! miałbym jeszcze czas na matkę i ojca wspomnienia ocean ale to dosłownie ostatni wdech całą nieskończoność wypełnia nieznane nie ma żadnych uroszczeń! właściwie nie jestem już chyba człowiekiem mam więcej wspólnego z życiem |
![]() |
![]() |
wcale nie ma znaczenia w którą stronę śnimy |
| co ja dzisiaj zrobiłam że jestem taka szczęśliwa? szłam ulicą wiało uśmiechnęło się do mnie dziecko kiedy usiadłam na ławce w parku podbiegł pies i polizał mi rękę nic nie zrobiłam naprawdę nic po raz pierwszy! |
![]() |

naprzeciw ciebie jestem sam jak wobec świata jesienne niebo jest pełne i czyste jutro mnie pod nim nie ma |
w pachnącej kwietniem przestrzeni kraczą wrony lecące nad domem od niepamiętnych świtów moje nie moje ciało przy oknie w dole aż po horyzont moje nie moje miasto w przestrzeni którą jestem |
© 1984 - 2010 Wiesław Sadurski worldwide. Wszystkie Prawa Zastrzeżone. Website tworzona i utrzymywana przez Autora. |
Autorska Galeria Sztuk Pięknych - Malarstwo, Grafika, Poezja, Fotografia, Druki Artystyczne - Wiesław Sadurski, polski artysta w Berlinie. |