
KOMEDIA ŻYWIOŁÓW |
||
|
||
DZIŚ |
||
LUDZKA NOC ludzka noc się skończyła, |
|
KOMEDIA ŻYWIOŁÓW w płomieniach domowych i wojennych ognisk |
|
|
|
GODZINY CZUWANIA godziny czuwania |
|
|
|
NIEODRÓŻNIALNY nieodróżnialny |
|
|
|
CZERNIEJĄ WARGI MIŁOŚCI wypełzają na powierzchnię lochy tunele kanały, |
|
W POZYCJI PIONOWEJ |
|
| NOCĄ nocą ściany stają się bielsze jak moja krew, biel płynie w nich narkotyczna obezwładniająca, monotonnie rozciągają się, kurczą, przypadają do ciała przy stole, to znowu odrywają się odeń z cichym klaśnięciem zachwytu, razem z kawałkami skóry, smugami włosów, razem z moim wewnętrznym oddechem, gdzie wzrastam, razem z oddechem, w którym się umiera rytmy, które się nie kończą, cierpienia, co się nie zaczynają, przygody gdzie śmierć zwycięża w bieli i opuszczeniu w klatce, której prętami są noce bez końca, oczy innego świata pełzają po ścianach, a one rytmicznie zatrzaskują się, kurczą, rozrywając ostatniego człowieka między czterema białymi ślepymi ścianami ciała |
|
|
|
ARKADIA tu, na powierzchni, pasą się stada miast, |
|
MOTYW MITOLOGICZNY nie ma żadnej nadziei na odnalezienie białego byka |
|
| BALLADA ORFEUSZA trzymaj mnie, kochana, mocno w palcach i wbijaj nóż za nożem w serce, abym nie umarł zbyt szybko wiesz, kocham rytuał, chciałbym pewnie świece trumnę karawan, a to przecież kosztuje, i tyle kłopotu trzeba by sprzedać ten piękny obraz znad tapczanu albo twój zaręczynowy pierścionek sprzed lat z rubinem, i znowu przekraczać tę nudną granicę, a przecież jeden raz zupełnie wystarcza śmiertelnym, musiałabyś znowu chodzić śmiać się oddychać, to tyle kłopotu więc tylko trzymaj mnie, kochana mocno w palcach i wbijaj nóż za nożem w serce, abym nie umarł zbyt szybko |
JEŹDŹCY od wieków |
|
|
| W GORĄCZCE świat widzę - ostre rozchwiane kontury rzeczy torturowanych swą przypadkowością - i siebie widzę... świat, siebie, coś jeszcze bardzo innego wokoło się dzieje, jakiś świat trzeci z pomieszania istnień coś się wyłania, och, bardzo choruje i wreszcie kona, tak jakby naprawdę nie była obca jego chwale żądza cierpienia, dusznej samotności życie przegłąda się w takim konaniu, już nie potrafię myśleć, już nie potrafię czuć, głody biorą migotliwe kształty, zlatują się głowy pełne nienasyconych pożądań, oczy znające inny wymiar pragnień przybywają z krajobrazów oślepionych przepaściami i porażają bielmem słońca krwotok tysięcy rozżarzonych lamp zalewa rozpad wszystkich światów i to pragnienie, aby się zatrzymać |
|
|
|
BEZ HORYZONTU |
|
TEN, KTÓRY BŁĄDZI |
|
|
|
W OGRODZIE |
|
|
|
TWOJE DŁONIE |
|
|
|
NA LIŚCIACH LESZCZYN |
|
ZIELEŃ
pamiętam trawo mały płomień
słowa niesyte niesytości |
|
|
|
| WIOSNA to sutki Ewy łaskoczą powietrze i doprpwadzają je do szału, aż pęka w jasnych rozbryzgach zieleni rano jest już po wszystkim - na drzewach kołyszą się liście kwiaty, między nimi przeciąga się wiatr a dziewczyna skacząc z przymkniętymi powiekami w górę podbija słońce opuszkami palców sparzona cofa się w głąb ciała, w tunele, którymi cwałują ku swoim narodzonym przed chwilą imionom zwierzęta pierwszego wiosennego snu, kiedy pieszczota obnaża jej skórę od wewnątrz |
|
MONOLOGI
to moja piękna o tęczówkach z polnego błękitu,
twe ciało
dobranoc, |
|
ŹRÓDŁA UPOJENIA |
|
| O KOMUNIKATYWNOŚCI prawdziwie nowoczesną sytuację liryczną mogą oglądać wybrańcy i to przez grubą szybę Dwóch Ludzi wprowadza Jednego Człowieka i ustawia na podeście wyłożonym białymi kafelkami, a następnie wchodzi Jeszcze Jeden Człowiek jego twarz zasłania woalka nieco jaśniejsza na poziomie oczu, jego dłonie są uniesione w górę rytualnym gestem i ubrane w białe rękawiczki Dwaj Ludzie ustawiają Jednego Człowieka, w suficie otwiera się klapa i opuszcza się pętla z b. cienkiej linki Dwaj Ludzie zakładają ją na szyję Jednego Człowieka a Jeszcze Jeden Człowiek zbliża się, kilka gestów, przyciśnięcie dźwigni, płytki podestu rozstępują się ulegle pod stopami Jednego Człowieka sytuacja liryczna ma się ku końcowi, ciało zdejmuje się po trzydziestu sekundach |
|
|
DYLEMAT |
|
METODA |
|
W REZERWACIE |
|
BRATERSTWO |
|
![]() |
|
|
NA POGRZEB BOGA trzeba głęboko kopać, aby pochować tatusia, trzeba przedrzeć się przez wastwy urodzajnej gleby odrzucić piasek i dotrzeć do gliny nieprzepuszczalnej scalonej przeszłości, trumnę skierować wezgłowiem na północ, niech o północy węszy poprzez groby ludzi, którym nie umiał lub nie chciał przebaczyć, niech czuwa w mroku, w chłodzie pamiętania trzeba głęboko kopać, aby pochować swego metafizycznego tatusia - razem z ideami życia przyszłego, razem z pragnieniami, w strefie wiecznego mrozu |
|
|
| NAGROBEK CZŁEKOKSZTAŁTNY moja kochana była bardzo dumna z aureoli jaką tworzyły wokół niej spojrzenia promienny blask jej ciała rozpalał w mych oczach stosy ofiarne i płonęły światy można jeszcze wiele powiedzieć o mojej ukochanej, ale po co, po co skoro umarła i pachnie jak woda, w której zbyt długo tkwiły łodygi kwiatów obciętych tuż przed zakwitnięciem? moja umarła, moja cudowna idea czystego piękna |
|
|
|
© 1970 - 2010 Wiesław Sadurski worldwide. Wszystkie Prawa Zastrzeżone. Website tworzona i utrzymywana przez Autora. |
Autorska Galeria Sztuk Pięknych - Malarstwo, Grafika, Poezja, Fotografia, Druki Artystyczne - Wiesław Sadurski, polski artysta w Berlinie. |