| aby przeżyć to wszystko jeszcze raz |
uwolniony od uścisku waszego metalu |
więzień karłowatej gwiazdy |
twarz nachylona ku przeszłości |
pejzaż stockholmski za oknem cofa się w czasie |
rozżarzona planeta stygnie wypala się w zmianach |
te same więzienia na całej planecie |
słowa potykają się o zadumany długopis |
na plecach nadwiślańskiej równiny |
patrzę w moją dłoń |
w polu widzenia okropny zamęt! |
lokomotywa parowa przebrana za jeża |
szpara wybita nożem w wieprzu |
tu filtruje się ludzkie sprawy |
moja dłoń za moimi plecami |
świt emaliowany sennym zagrożeniem |
chciałbym sobie przypomnieć pomyślany wiersz |
wiem do ciebie trzeba mówić opowiadać bajki |
przeżywam zdziwienie lampy odbitej w jej oczach |
a potem przychodzi milczenie |
mylące rozwarcie gdy naga |
pierwsze wołania bestii |
zwierzątko palców buszuje na brzegu rzeki |
trudzę się dzisiaj wcześnie w laboratorium przedświtu |
o nocny bursztynie z wtopioną smugą włosów |
czas rozbłyskanych świateł |
moja dłoń dotyka stołu |
układają się w barwach bukiety |
pocałunek dnia przenika przez muzyczne firanki |
zza betonowego narożnika naiwnego losu |
kiedy ciało zaczyna gwałtownie zanikać |
nasłuchiwanie lotu dnia |
maleńka wioska |
czka się perlistym maggi |
ten człowiek ma białe włosy |
samolot z podwieszonym miłosnym uściskiem |
cokolwiek jest |
porastam od środka kalkucką ulicą |
ruchy tektoniczne historii |
a potem walec czasu odwija znane mi obszary |
to cierpienie które się pojawia |
pejzaże kontynentów są nagle i czule |
widnokręgi trzepocą jak zapis kardiogramu |
przesuwają się złoża pamięci |
wysoki wyłania się poranek ze snu |
to przychodzi nagle |
długa mozolna odpowiedzialna |
unosi mnie ponad łąki |
spokój |
napotykam dziwne istnienia |
przypatruję się ojczystym sprawom |
stokrotka o sutkach uniesionych wysoko |
płomienie pełzną z możliwości w stronę europy |
kląskanie maja u podnóża |
stworzenie świata podjęliśmy przed dwoma dniami |
spomiędzy palm |
czas przystaje wraz ze mną |
język poci się w obcym języku |
niechętnie oglądam przez więzienne okno |
kiedyś będę wędrował jak dawno temu |
moja miłości |
niebo jest ciemne |
zjawiają się wszakże ogrodzenia ścisłe i logiczne |
robi się zimno kiedy myślę o tobie |
spiralna galaktyka rozwija się z ognia |
któregoś dnia trawy nad nami uniosą się w słońcu |
deszcz przestał padać |
aż tutaj słychać mlaskania wieczoru |
nie wiele widzę |
to dziwne że zawsze można się wycofać |
koczowisko rozbite przy świeczce na sztucznym polu |
jest lawa przezroczysta |
pozdrawiam cię swym oddechem |
wiatr wieje przez jabłonki lecą kwietne płatki |
jakże muzycznie tu |
dzisiaj jest tak przytulnie |
twe imię zawieszone pomiędzy dźwiękami |
gałązko brzozy |
pełnia księżyca przeziera przez tumany śniegu |
spienione białe lasy i płaski stok nieba |
życie nie ma początku ni końca |
pod skórą tej ziemi wzdycha chleb |
dzisiejszy wieczór był piękny - tyle mądrych słów, |
| jest tu plemię które niecierpliwie pracuje nad jarzącą się w kostnej jaskini bryłą wszechżyjącego mózgu świat śmiertelny i zbuntowany głoszący chwałę nieskończoności przy wtórze morza skał i chmur jest tu dziecięca dżungla porzucona na nieżywym chodniku słońce niezauważalnie przemyka się między dniami pachnie liśćmi czas zwalnia głowa przechyla się ze zmęczenia w stronę zrozumienia w stronie prawdy pobrzmiewa pomrukiwanie jaskiń rytm szmery kości podtrzymujących ognisko blask |
to przecież miłość |
skłócony z prawami tego świata: |
© 1972 - 2010 Wiesław Sadurski worldwide. Wszystkie Prawa Zastrzeżone. Website tworzona i utrzymywana przez Autora. |
Autorska Galeria Sztuk Pięknych - Malarstwo, Grafika, Poezja, Fotografia, Druki Artystyczne - Wiesław Sadurski, polski artysta w Berlinie. |